Ile czasu minęło od ostatniego badania?
Czy nadal pamiętasz, jak się czułeś?
To mrowienie w żołądku, spocone dłonie.
Ogarnia cię dziwna nerwowość i niepokój.
Niektórzy cierpią z powodu zaniku pamięci, mimo że dokładnie przygotowali się do egzaminu.
O takim egzaminie nie ma co pisać. Czas przed i w trakcie egzaminu nie jest niczym przyjemnym. Ale w pewnym momencie egzamin się kończy, a ty czujesz ulgę i radość.
Oczywiście to, jak dobrze jesteś przygotowany do takiego egzaminu, również odgrywa ważną rolę. Możesz być znacznie bardziej zrelaksowany, jeśli dokładnie się przygotowałeś. Każdy, kto podchodzi do egzaminu bez przygotowania, naprawdę ma wszelkie powody, by się go obawiać.
Nie dotyczy to jednak naszego wędrowca. Ukończył on swój trening. Jego podróż dobiega końca. Wie, że czeka go ostatni trudny test. Ale jest na nią dobrze przygotowany. Duch Święty spoczywa na nim i przeprowadzi go przez tę próbę. Niemniej jednak serce podróżnika bije, gdy kontynuuje swoją drogę.
Żniwa są dojrzałe
Podążając ścieżką, widzi dojrzałe pole zboża kołyszące się delikatnie na wietrze po jego prawej stronie. Nagle z nieba zlatuje anioł. W ręku trzyma ostry sierp. Podróżnik ze zdumieniem obserwuje, jak anioł zaczyna zbierać plony z pola. Radosne oczekiwanie miesza się z pewnym niepokojem, gdy podróżnik obserwuje tę uroczystą scenę. Zdaje sobie sprawę, że te żniwa oznaczają koniec świata. Teraz każdy przypadek został rozstrzygnięty albo na wieczną śmierć, albo na wieczne życie. Bóg wysłał już swoich aniołów, aby przyprowadzili Jego dzieci do domu.
Wędrowca ogarnia nagła potrzeba. Podąża ścieżką w szybkim tempie. Staje się ona jednak coraz węższa. Teraz turysta zdaje sobie sprawę, że ścieżka była znacznie szersza i wygodniejsza na początku jego wędrówki. W miarę postępów staje się węższa i bardziej stroma. Ale teraz zwęża się znacznie szybciej. Do tej pory ścieżka była tak wąska, że turysta mógł po niej chodzić.
Biała ściana i biała lina
Po jego prawej stronie znajduje się wysoka, czysto biała ściana, której końca wędrowiec nie jest w stanie rozpoznać. Po drugiej stronie zieje głęboka otchłań, która towarzyszy wędrowcowi od momentu wkroczenia na ścieżkę uświęcenia. Z otchłani dochodzą dźwięki imprezowej muzyki i śmiechu. Nagle wędrowca ogarnia wielki strach przed upadkiem w tę otchłań. On już tam był. Tak jak czarna jest ta otchłań, tak czarna była jego dusza - bez nadziei i radości. Ale teraz znalazł światło, radość i pokój w Jezusie. Nawet jeśli ta ścieżka jest bolesna i zbędna, nie chce niczego innego na tym świecie. Zdeterminowany podróżnik przyciska się do białej ściany, kontynuując swoją drogę nieco wolniej wzdłuż coraz węższej ścieżki.
Nagle z białej ściany opuszcza się biała lina. Turysta natychmiast ją chwyta i ostrożnie ciągnie. Gdy lina stawia opór, zawiesza się na niej z nieco większym ciężarem. Lina wytrzymuje i to. Lina została opuszczona, aby mu pomóc. Z ulgą turysta przyjmuje pomoc.
Ścieżka jest teraz jeszcze węższa. Ma teraz tylko jedną stopę szerokości. Nasz pielgrzym ostrożnie stawia jedną stopę przed drugą. Trzyma się białej liny rękami. Gdy porusza się z wielką koncentracją, ścieżka staje się jeszcze węższa. Pielgrzym ma wrażenie, że jego buty mu przeszkadzają. Buty są za szerokie na ścieżkę. Zdejmuje więc buty i idzie dalej w skarpetkach. Zaskoczony zdaje sobie sprawę, że towarzyszy mu lina. Im węższa staje się ścieżka, tym grubsza i stabilniejsza staje się lina. Wędrowiec coraz bardziej musi ufać linie niż własnym stopom.
Gdy ścieżka staje się jeszcze węższa, stopy wędrowca zaczynają ślizgać się coraz częściej. Jest tylko jedno rozwiązanie! Trzeba zdjąć skarpetki! Robi to szybko. Teraz kontynuuje boso po nierównej, wąskiej ścieżce. W pewnym momencie ścieżka staje się tak wąska, że wędrowiec ma teraz wsparcie tylko na palcach. Im mniej wsparcia ma stopami, tym bardziej trzyma się liny i przyciska się do białej ściany. Wzrok wędrowca pada na tę białą ścianę. Zauważa wiele czerwonych plam. Boli go widok tej pięknej, zabrudzonej ściany. Spogląda wstecz na trasę, którą już przeszedł. Tam również widzi czerwone plamy. Niektóre były jaśniejsze i mieniły się jak mokra farba. Uświadomienie sobie tego faktu uderza wędrowca jak grom z jasnego nieba. To krew, jego krew, plamiąca tę piękną ścianę! Gdy patrzy na odcinek, który jest jeszcze przed nim, widzi starsze plamy krwi - i to nie tylko kilka z nich. Ten widok dodaje mu otuchy, ponieważ wie, że inni pokonali tę drogę przed nim. Jeśli im się udało, to jemu też się uda!
Powoli, z całych sił napierając na ścianę i trzymając się liny, wędrowiec kontynuuje swoją drogę. Z jego czoła spływają grube krople potu. Jego spocone dłonie z całej siły ściskają białą linę. Jego uścisk jest tak mocny, że lina wbija mu się w dłonie. Jego stopy i łokcie również są już obolałe. Ale turysta prawie nie odczuwa tego bólu. Cała jego koncentracja skupia się na utrzymaniu się na ścieżce i nie spadnięciu w straszliwą otchłań. Wesoła muzyka i śmiech z dołu zdają się kpić z wędrowca. Ale wmieszane w wesołość, wędrowiec może również usłyszeć płacz i wzdychanie zdesperowanych zagubionych dusz. Pod żadnym pozorem nie powinien teraz stracić równowagi, w przeciwnym razie wszystkie jego dotychczasowe wysiłki poszłyby na marne.
Wątpliwość kontra zaufanie
Ale i tutaj wróg duszy nie jest daleko. W tej rozpaczliwej sytuacji podszeptuje podróżnikowi zniechęcające myśli. Przypomina mu o wszystkich jego porażkach. Nie zasługuje na to, by udać się do niebiańskiego miasta. Co on sobie w ogóle wyobrażał? Dlaczego nie miałby spojrzeć na siebie? Co to za Bóg, który wystawia swoich pielgrzymów na tak nieludzką próbę? On wisi nad przepaścią na linie, o której nawet nie wie, kto ją trzyma. Gdyby pękła, upadek oznaczałby pewną śmierć. Czy nie byłoby mądrzej zawrócić? Co go czeka, jeśli będzie kontynuował? Ścieżka by się skończyła, a on wisiałby tylko na linie. I co wtedy? Jak miałby kontynuować? Nie ma żadnej nadziei! Ale jakby Bóg znał myśli swoich biednych pielgrzymów, mądrze umieścił znak na ścianie. Widnieje na nim napis: „Prawie do domu!“. Kiedy wędrowiec to czyta, napełnia się nową odwagą. Tak, ścieżka się kończy, ale kończy się w Nowym Jeruzalem. Nie może jeszcze zobaczyć, JAK mógłby dotrzeć do niebiańskiego Jeruzalem, ale wie, że może tam dotrzeć z Bożą pomocą!
Zdeterminowany turysta chwyta się grubej jak ramię liny i powoli kontynuuje wędrówkę. Ścieżka jest teraz tak wąska, że turysta ledwo może postawić palec u nogi. Powoli posuwa się naprzód, cały czas wypatrując niewielkiej półki, na której mógłby przynajmniej oprzeć palec. Ale wtedy ścieżka i biała ściana nagle się kończą. Wszystko przed nim jest czarne i zamglone. Nie widać nic poza nieskończenie głęboką otchłanią. Pozostała tylko biała lina. Jest teraz grubsza niż udo. Nagle turysta słyszy cichy głos. Wydaje się, jakby lina mówiła do niego: „Zaufaj mi. Przytrzymam cię!“. Turysta patrzy na linę sceptycznie. Gdzie jest przywiązana? Kto ją trzyma? Czy naprawdę może powierzyć jej swoje życie?
Nagle ciemne chmury rozstępują się. Jasne światło oświetla ciemną noc i spogląda na podróżnika. Kiedy patrzy w górę, widzi złote mury miasta z bramami, które błyszczą jak perły. Oczy podróżnika rozszerzają się. Czy to jest to? Czy to niebiańskie miasto? Cel jego podróży? Czy naprawdę mu się udało? Jego wzrok ponownie pada na otchłań. Wydaje się być nieskończenie głęboka. Nie ma już rozpoznawalnej ścieżki. Jak mógłby dotrzeć do miasta?
Absolutne oddanie
Jego serce wali tak mocno, że wędrowiec obawia się, że zaraz wyskoczy mu z piersi. Słyszy krew przepływającą przez jego żyły. Pot spływa małymi strużkami po jego plecach. Ponownie słyszy miękki, delikatny głos: „Zaufaj mi! Przytrzymam cię!“ Turysta spogląda na linę. W jakiś sposób wydaje się, że stała się jeszcze grubsza. Ta lina jest jego jedyną nadzieją. Jaką ma alternatywę? Musi teraz zaufać linie! Prowadziła go przez całą drogę i z pewnością teraz go nie zawiedzie!
Decyzja została podjęta. Jego stopy opuszczają ścieżkę i owijają się wokół liny. Trzyma się liny każdym włóknem swojego ciała. Nic na tym świecie nie oferuje mu żadnego wsparcia. Wszystkie jego nadzieje, jego życie, wszystko wisi teraz na tej linie. A lina go nie zawodzi. Przenosi podróżnika bezpiecznie nad przepaścią i wciąga go w chmury, w kierunku niebiańskiego miasta.

Aplikacja
W tym momencie przerywamy narrację, aby zastanowić się nad jej znaczeniem.
Scena ta została zainspirowana przez Ellen G. White, jedną ze współzałożycielek Kościoła Adwentystów. Opisuje ona ten ostatni etap podróży znacznie intensywniej. Może tutaj można przeczytać tutaj.
Scena zatytułowana jest „Absolute Surrender“. Oznacza to całkowite zaufanie w miłującą opiekę Boga. Lub mówiąc inaczej: oznacza to, że przestajemy martwić się o siebie i chcemy zachować kontrolę. My, ludzie, lubimy polegać na własnej mądrości, na innych ludziach, na naszych pieniądzach i wielu innych rzeczach. Ostatecznie jedyną lekcją, jakiej musimy się nauczyć, jest prawdziwe zaufanie Bogu. Widzimy, jak trudne jest to dla nas podczas pielgrzymki wędrowca. Wszystkie różne doświadczenia służyły temu, by nauczyć nas nie ufać sobie, ale ufać Bogu.
W dzisiejszej scenie jest coraz bardziej zmuszony polegać na nieznanej linie. Do tej pory jego własne nogi niosły go przez całą drogę. Ale w końcu nie może już na nich polegać. Musi całkowicie zaufać tej linie, co oznacza rezygnację z wszelkiej kontroli. Ale Bóg nie pozostawia go w ciemności. Zachęca podróżnika do pokładania w Nim całej ufności i zsyła światło z nieba, aby go zachęcić. W końcu pozwala mu nawet spojrzeć na niebiańskie Jeruzalem, aby mógł naprawdę porzucić całe życie na tej ziemi.
Proces odpuszczania
Każdy z nas musi przejść przez ten proces. Z wiekiem nasze siły słabną. Jesteśmy coraz bardziej zależni od pomocy. Im jesteś starszy, tym bardziej tracisz kontrolę nad własnym życiem. Jeśli potrzebujesz opieki, inni ludzie cię kontrolują. Jesteś od nich zależny we wszystkich obszarach - jedzenia, higieny osobistej, wstawania, kładzenia się. Nie możesz już po prostu chodzić, gdzie chcesz. To ogromne wyzwanie. Ale dla chrześcijan jest to ostateczna szkoła pokory. Starość to polerowanie charakteru, gdzie ostatnia iskra dumy musi umrzeć. Kiedy umierasz, musisz w końcu porzucić wszystko i całkowicie powierzyć się Bogu.
Ale nie tylko wtedy, gdy się starzejemy, musimy nauczyć się całkowicie ufać Bogu. Musimy uczyć się tej lekcji od najmłodszych lat. W 1 Tesaloniczan 4:13-18 czytamy, że nie wszyscy ludzie zakosztują śmierci. Będą tacy, którzy nadal będą żyli, gdy Jezus powróci na obłokach nieba, aby zabrać swoje dzieci do domu.
Oni również muszą w pełni poddać się linom i zaufać im. Przed powrotem Jezusa żywioły i ludzie będą szaleć. Będą trzęsienia ziemi i inne katastrofy. Ludzie będą chcieli zabić wierzących. Stracili już wszystko - swój dobytek, pracę, a może nawet przyjaciół i rodzinę. Teraz zostanie im odebrane życie. Ale troska o ich dusze jest znacznie większa. Czy przeżyją, gdy spotkają Jezusa? Czy wszystkie ich grzechy zostały oczyszczone? Czy będą w stanie stanąć przed świętym Bogiem? Szatan pokaże tym wierzącym wszystkie ich grzechy w najbardziej olśniewających kolorach. Jego celem jest odebranie im wszelkiej nadziei na zbawienie, a tym samym zniszczenie ich zaufania do Boga. Odniósłby sukces, gdyby choć jeden grzech nie został odpokutowany. Ale wierzący, którzy będą żyli w czasie powrotu Jezusa, całkowicie zaufali linom. Nic nie zatrzyma ich na tym świecie. Nawet jeśli ich częste upadki są dla nich wyraźnie widoczne, wiedzą, że zostali całkowicie oczyszczeni przez Boga, więc oskarżenia szatana tracą swój skutek.
Musimy praktykować to zaufanie tu i teraz. Znaki czasu wskazują, że przyjście Jezusa jest tuż za rogiem. Nikt nie wie, ile czasu pozostało nam na tej ziemi. Ale teraz jest czas, aby porzucić ten świat ze wszystkimi jego kuszącymi rzeczami i całkowicie poddać się Bogu. Co wciąż trzyma cię w tym świecie? Przynieś te rzeczy przed Boga w modlitwie i poproś Go, aby wypełnił miejsce tych rzeczy w twoim sercu, tak abyś już ich nie potrzebował. Dzięki mocy Ducha Świętego Bóg może zmienić twoje serce i nauczyć cię oddawać Mu wszystko i całkowicie Mu ufać. Niech Bóg dopełni swego cudownego dzieła w każdym z nas!
Powiązane posty
Podróż do niebiańskiego miasta (wersja skrócona, część 1)
Ponieważ zdałem sobie sprawę, że moje wyjaśnienie dotyczące mojego zdjęcia...
