0 Komentarzy

Słychać to z daleka - dźwięk fal rozbijających się o plażę. Dla mnie jest to jeden z najpiękniejszych momentów, kiedy stoisz na plaży, twoje stopy są w mokrym piasku i są docierane przez wodę. Wzrok wędruje po bezkresnym horyzoncie. Czasami obserwuję fale i podążam ich ścieżką, aż rozbijają się na plaży i znikają na zawsze. Są to chwile czystego szczęścia, które niestety rzadko są mi dane jako mieszkańcowi lądu.

Scena z morzem smutku jest dla mnie wyjątkowa. To moja ulubiona scena w całym filmie.

Powodem tego jest być może to, że Jezus i morze to dwie największe miłości w moim życiu. Tutaj, w tej scenie, obie są zjednoczone. Co może być lepszego... 🙂 (Może brakuje jeszcze żaglowca...).

W międzyczasie kilka innych osób powiedziało mi, że szczególnie podoba im się ta scena.

W jakiś sposób wyróżnia się na tle innych. Jest to prawdopodobnie spowodowane kolorami. Reszta zdjęcia jest bardziej w odcieniach zieleni i brązu. To sprawia, że niebieskie morze wygląda trochę nie na miejscu. Myślę jednak, że zmiana koloru dobrze wpływa na zdjęcie.

To, za co jestem również bardzo wdzięczny w tej scenie, to przedstawienie Jezusa. Trudno jest mi malować ludzi. Trudne jest dla mnie także malowanie ubrań. Ale w tej scenie jestem bardzo zadowolony z rezultatu.

Uwielbiam morze i wodę, ale malowanie każdego obrazu jest dla mnie wyzwaniem. Zmagałem się również z falami na tym obrazie. Jedną z rzeczy, której nigdy nie udało mi się osiągnąć w zadowalający sposób, jest przejście z wody na plażę. Obejrzałem kilka samouczków na YouTube również dla tej sceny. Musiałem tylko raz zamalować plażę i powtórzyć to, aż byłem zadowolony z rezultatu. (Czasami zamalowuję nieudane obszary znacznie częściej. Na przykład las strachu musiałem przemalowywać trzy razy).

Przejdźmy teraz do historii:

Zmartwienie za zmartwieniem

Wędrowiec opuścił źródło życia odświeżony i ożywiony. Jego torby z prowiantem są dobrze wypełnione. Kontynuuje wędrówkę w dobrym nastroju. Ale nagle zatrzymuje się. Jego ścieżka zdaje się kończyć na plaży. Kiedy przygląda się bliżej, zdaje sobie sprawę, że ścieżka prowadzi przez morze.

Jak miał się bezpiecznie przedostać? Jak daleko jest do drugiego brzegu? Czy byłby w stanie przepłynąć taki dystans? Co by się stało, gdyby przetoczyły się przez niego wielkie fale lub porwał go prąd? Cały jego prowiant zamókłby w wodzie i stałby się niejadalny. Ogarniało go zmartwienie za zmartwieniem.

Turysta stoi przez chwilę nad wodą, rozmyślając. Obserwuje potężne fale rozbijające się o plażę. Gdy tak stoi i szuka rozwiązania, dostrzega na wodzie białą postać. Turysta jest zaskoczony. Kto lub co to jest?

Próbuje przyjrzeć się bliżej. Istota ma na sobie biały kaptur. Z daleka wygląda jak duch. Włosy na karku wędrowca stają dęba. Istota szybko się zbliża. Turysta widzi, że chodzi po falach. Nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego!

Stoi tam, zakorzeniony w miejscu, obserwując stworzenie zbliżające się prosto do niego.

Następnie zwraca się do niego: „Nie bój się!“. Jakże znajomy był podróżnikowi ten melodyjny, łagodny, a jednocześnie wszechogarniający głos! Upadł na ziemię jak martwy. To sam Stwórca wszechświata spotyka go tutaj!

Dłoń delikatnie dotyka ramienia wędrowca. Gdy ten podnosi wzrok, spogląda prosto w przyjazne oczy swojego Mistrza. Z uśmiechem Jezus pyta: „Masz ochotę na małą przygodę ze mną?“. Oszołomiony podróżnik kiwa głową. Nie może oderwać wzroku od Jezusa. Był tutaj, tutaj z nim, najbardziej niegodnym ze wszystkich pielgrzymów! I zaprasza GO, by wyruszył z nim na przygodę. Podróżny wstaje, wzmocniony nową energią.

Jezus wskazuje wyciągniętą ręką na morze z jego wysokimi falami. „Twoja droga prowadzi przez to morze. Dziś jest trochę bardziej wzburzone niż zwykle. Fale to twoje zmartwienia. Mogą być bardzo niebezpieczne i wciągnąć cię w głębiny. Ale nie martw się! Jestem przy tobie i chcę cię bezpiecznie przeprowadzić na drugą stronę morza. Widziałeś, jak chodziłem po wodzie. Ty też możesz to zrobić! Chcę dać ci siłę, aby to zrobić. Możesz chodzić po swoich zmartwieniach. Ale możesz odnieść sukces tylko wtedy, gdy twoje oczy będą mocno utkwione we mnie. Poprowadzę cię i wskażę ci drogę. Ty po prostu podążaj za mną. Ale bądź ostrożny! Nie patrz na fale! Gdy tylko oderwiesz ode mnie wzrok i spojrzysz na fale, zatoniesz! Dopóki będziesz patrzeć na mnie, będzie to normalny spacer. Jesteś gotowy?“

Chodzenie po wodzie

Jezus uśmiecha się zachęcająco do podróżnika i robi kilka kroków w stronę morza. Jezus stoi spokojnie i spokojnie na wodzie, jakby stał na twardym gruncie. Fale nie zmiatają go w głębiny. Podróżnemu serce wali w gardle. Widzi potężne fale, ale nie mogą one zaszkodzić Jezusowi. Widzi, jak zrelaksowany Jezus stoi na wodzie. Jezus wygląda na silnego jak skała na falach. Ze wzrokiem utkwionym w Jezusie, ale z walącym sercem, podróżnik wchodzi do morza. Ale zamiast zatonąć w miękkim piasku, woda wytrzymuje jego ciężar!

Czuje się, jakby stąpał po twardym gruncie. Cóż, trochę się kołysze, ale woda nie pozwala mu się zatopić. Pierwsze kroki są jeszcze bardzo niepewne i chwiejne. Z całych sił stara się nie patrzeć na wodę, ale na Jezusa. Pokusa skupienia się na falach była nieskończenie wielka. Ale ponieważ wędrowiec był bardzo niepewny, mocno utkwił wzrok w Jezusie. Uśmiechnął się do niego zachęcająco. Czy w Jego oczach była jakaś ojcowska duma i radość? Jest to ta sama ojcowska duma ojca, gdy jego dziecku udaje się postawić pierwsze kroki na chwiejnych nogach.

Z czasem turysta przyzwyczaja się do nowej powierzchni. Ich kroki stają się nieco pewniejsze i szybsze. Oboje robią duże postępy.

Pycha kroczy przed upadkiem

W pewnym momencie wędrowiec przyzwyczaja się do nowej sytuacji. Podążając za Jezusem, obaj idą przez wodę, jakby wędrowali po górach. Powoli uświadamia sobie, co się dzieje! Idzie po wodzie! Jest z Jezusem! Gdyby tylko jego przyjaciele mogli go teraz zobaczyć! Z pewnością nigdy wcześniej nie widzieli czegoś takiego! Z pewnością byliby zdumieni, gdyby mogli go zobaczyć w takim stanie!

Podczas gdy wędrowiec wciąż myśli o tym, jak mógłby opowiedzieć tę historię w najbardziej olśniewających kolorach, jego wzrok powoli odwraca się od Jezusa i spogląda na wodę. Pełen dumy, widzi siebie idącego stabilnie po wodzie. Ale potem rozgląda się dookoła. Nagle zdaje sobie sprawę, że otacza go tylko szalejąca woda. Nie widzi nic poza wodą i falami. Bez względu na to, w którą stronę patrzy, nie może rozpoznać żadnego lądu. Jest uwięziony pośrodku śmiertelnie niebezpiecznej wodnej pustyni!

Turystę ogarnęła naga panika. Co on sobie myślał? Jak mógł przypuszczać, że jest gotowy na takie wyzwanie? Prąd może z łatwością wciągnąć go w głębiny. Nie widzi wyjścia z sytuacji. W przeciwnym razie stały ląd mógłby być tak daleko. Spogląda na wzburzone morze i potężne fale toczące się w jego kierunku. Otaczają go ogromne masy wody. Jak on, mały, słaby człowiek, może się im przeciwstawić? Z pewnością wciągnęłyby go w głębiny i utopiły.

Zanim zdążył dokończyć tę myśl, poczuł, że staje się ona rzeczywistością. Nagle poczuł, że jego spodnie nasiąkają wodą. Zanim się zorientował, był już po pas w wodzie i zanurzał się coraz bardziej! Z tej perspektywy fale wydają się jeszcze groźniejsze. Zaraz się o niego rozbiją i będzie po wszystkim! Turysta zaczyna desperacko pływać. Ze wszystkich sił stara się utrzymać nad wodą. Ale morze staje się coraz bardziej wzburzone. Spienione fale rozbijają się o niego. Turysta jest coraz częściej spychany pod wodę. Z całych sił walczy o powrót na powierzchnię.

Fale rzucają nim tam i z powrotem. Jest bezradnie zdany na łaskę sił wody. Podróżnik próbuje walczyć z falami przez długi czas. Ale jego siły wyraźnie maleją. Wkrótce musi zrezygnować z walki i zatonąć na dnie morza.

Czy nie było żadnej pomocy?

Gdzie był Jezus przez cały ten czas? Czy po prostu go porzucił? Czy wyprowadził go stąd, by pozwolić mu nieszczęśliwie umrzeć? Nie, to niemożliwe! Przypomniał sobie pełen miłości, serdeczny uśmiech Jezusa. Nie było w nim śladu złych, ukrytych motywów. W Jezusie rozpoznał jedynie czystą miłość i czułe współczucie.

Ale dlaczego Jezus go opuścił? Teraz, kiedy najbardziej go potrzebował? Podróżnik rozejrzał się. Wszystko, co widział, to szumiące wokół niego fale. W promieniu wielu mil nie było śladu Jezusa. Ogarnęła go rozpacz. Jak mógł choć na chwilę oderwać wzrok od Jezusa? Czyż Jezus nie ostrzegał go, by nie patrzył na fale? Jaki on był głupi! Był dumny ze swojego „osiągnięcia“. Potrafił chodzić po wodzie! Gdyby powiedział o tym swoim przyjaciołom, byliby zazdrośni o jego przygodę. Dobrze by przed nimi wyglądał.

Ale dopiero teraz podróżnik zaczyna zdawać sobie sprawę, że Jezus ostrzegał go przed tym. Ci, którzy odwracają wzrok od Jezusa, polegają na własnych siłach. Jesteś dumny z czegoś, co mógłbyś osiągnąć tylko z Bożą pomocą. Ale to odwraca twój wzrok od Jezusa i kieruje go na ciebie samego. Jeśli spojrzysz na siebie, następną rzeczą, jaką zrobisz, będzie przyjrzenie się swoim zmartwieniom i problemom. Uświadamiasz sobie, jak bardzo jesteś bezradny. Nagle twoje zmartwienia i problemy wydają się przeszkodami nie do pokonania. Rozbijają się o ciebie jak ogromne fale i chcą cię utopić.

Podróżny uświadamia sobie, że tylko Jezus może uratować go z tej sytuacji. Do tej pory Jezus nigdy nie zostawił go na pastwę losu. Był pewien, że i teraz nie pozwoli mu zginąć! To była jedyna nadzieja, której mógł się trzymać.

Ryk fal jest głośny. Ale turysta zbiera wszystkie siły i woła ostatkiem sił: „Jezu, ratuj mnie!“.“

Możesz dowiedzieć się, co będzie dalej tutaj! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane posty